Potwora, który raz wylazł z pudełka, niełatwo potem w nie schować. Jeśli choć raz pozwoliło mu się przejąć kontrolę nad częścią swojego życia, niełatwo go potem ubezwłasnowolnić. John Wayne Cleaver w wydarzeniach opisanych w pierwszej części trylogii Dana Wellsa, „Nie jestem seryjnym mordercą”, wypuścił na wolność swojego prywatnego demona, aby walczyć z innym równie groźnym monstrum. Zwyciężył, ale teraz musi się zmierzyć z tą częścią siebie, która dla otoczenia może być nie mniej groźna – z Panem Potworem. Tymczasem po zaledwie kilku miesiącach spokoju w Clayton znów zaczynają ginąć ludzie. Czy to tylko zbieg okoliczności, że w tak małym miasteczku nagle pojawia się kolejny seryjny morderca?
Podczas gdy odkrycie ciał kolejnych ofiar powoduje, że niemal wszyscy w Clayton zaczynają się zastanawiać, czy wcześniejsze zagrożenie nie wróciło, John, świadomy, że to niemożliwe, dość szybko zaczyna dostrzegać, że nowe zbrodnie w jakiś sposób łączą się poprzednimi. Po raz kolejny zostaje silnie uwikłany w intrygę z udziałem seryjnego mordercy, co pozwoliło Wellsowi na lepsze zobrazowanie walki, jaką John odbywa ze swoim prywatnym demonem. Niezależnie od wątku quasi-kryminalnego autor zgrabnie ukazuje funkcjonowanie rozbitej rodziny młodego bohatera, a także – co jeszcze ciekawsze – pierwsze młodzieńcze zauroczenia przeżywane przez osobę ze zdiagnozowanymi antyspołecznymi zaburzeniami osobowości.
