Na ile można poznać człowieka, obserwując go przy pracy przez kilka tygodni? Po lekturze „Niedzieli nad Sekwaną” stwierdzam, że jeśli pisze o tym Susan Vreeland, można się w takim człowieku niemal zakochać. Kim jest Pierre-Auguste Renoir wie chyba każdy, a jego „Śniadanie wioślarzy” pewnie wszyscy widzieli choć raz. W powieści biograficznej „Niedziela nad Sekwaną” autorka nie ograniczyła się jednak do zarysowania sylwetki tego genialnego malarza - poprzez pryzmat powstawania „Śniadania wioślarzy” niezwykle umiejętnie ukazała ona także życie bohemy paryskiej w 1880 roku, obraz społeczeństwa wciąż leczącego rany po wojnie francusko-pruskiej oraz proces rozpadu grupy impresjonistów. Wiedzę o faktach opisanych w książce autorka w dużej mierze zaczerpnęła z wcześniejszych biografii Renoira, dokumentów opisujących życie w Paryżu pod koniec XIX wieku oraz dziejów impresjonizmu. Czytelnik poznaje malarza w wieku 39 lat. Porzucony przez kochaną przez siebie modelkę, której nie podobał się impresjonistyczny sposób przedstawienia jej na obrazie, Renoir w chwili zawiązania akcji znajduje się na rozdrożu i jako artysta, i jako dojrzały mężczyzna. Nadal szuka swojej drogi w malarstwie. Zdaje sobie sprawę, że jego młodość nieubłaganie się kończy i dotychczasowy styl życia ulegnie zmianie. Do tego zapoczątkowany przez Edgara Degasa rozłam w grupie impresjonistów postawił przed nim problem wyboru kierunku, w którym powinien podążyć w swoim malarstwie.