czwartek, 2 lutego 2012

J.M.McDermott DZIECI DEMONÓW

Brud, smród, ubóstwo, a w tym wszystkim dzieci demonów i ich plugawa krew. Tak Psią Ziemię zamieszkałą przez ludzi widzą wilki, i tak ją widzą żyjący wśród wilków Wędrowcy Erin Błogosławionej. Umiejętność przywdziewania wilczej skóry to nie jedyny dowód łaski Erin. Pozwala ona swoim sługom przejmować wspomnienia zmarłych i odczytywać przyszłość żyjących, by wykorzystując te dary mogli wyplenić z ziemi zarazę, jaką stanowią dzieci demonów - sług bogini Elishty, bowiem ich organizmy są tak przesiąknięte złem, że ludzie mający kontakt z ich płynami ustrojowymi chorują, a ziemia, w której spoczywają ich szczątki, zostaje wyjałowiona na dziesięciolecia.

„Dzieci demonów” autorstwa J.M.Dermott – pierwsza część trylogii Psia Ziemia - przede wszystkim zaskakują narracją, która nie tylko tworzy specyficzny klimat powieści, ale i pozwoliła autorowi na przerzucenie ciężaru oceny postępowania bohaterów niemal w całości na czytelnika. „Mój mąż i ja” - tak większość swoich kwestii rozpoczyna bezimienna narratorka będąca Wędrowcem Erin. Odnalezienie poza granicami miasta ciała należącego do Jony, potomka demona, powoduje, że wraz z mężem ma ona obowiązek odszukać wszystkie osoby mające kontakt ze zmarłym i usunąć rozsianą przez niego zarazę, paląc i błogosławiąc, lecząc ludzi i zabijając napotkane dzieci demonów. Jej wyobcowanie ze świata ludzi, zadziwienie ich obyczajami i przyzwyczajeniami tak odmiennymi od przyjętych wśród wilków sprawia, że zdawana przez nią relacja ze śledztwa jest zazwyczaj beznamiętna. Wędrowcy Erin nie oceniają ludzi ani ich postępowania, bo ich rolą nie jest sądzić, ale egzekwować wolę Erin.


Autor zastosował w książce przemyślny zabieg, najpierw zderzając czytelnika z siłą negatywnego oddziaływania na otoczenie przez osoby naznaczone piętnem przeklętej krwi, by następnie przedstawić mu niełatwą codzienność dzieci demonów – skazanych na samotność i wieczne ukrywanie się, zmuszonych do nieustającej samokontroli, by poprzez nieostrożność nie doprowadzić do choroby czy śmierci innych ludzi. Wspomnienia Jony widziane oczyma narratorki przeplatają się dodatkowo z zasłyszaną przez niego historią życia jego ukochanej Rachel. Ich sylwetki są wiarygodne, a wspólne pragnienie, by żyć jak zwykli ludzie, budzi mimowolną akceptację czytelnika, rozdartego między współczuciem dla nich a potrzebą zapewnienia bezpieczeństwa dla ich otoczenia. Bardziej tajemniczy okazują się sami łowcy – ich wzajemną relację i przeszłość poznajemy niejako mimochodem, na marginesie prowadzonych przez nich poszukiwań.

Niewielki rozmiar książki w połączeniu z dobrze poprowadzoną historią bardzo szybko prowadzi do zakończenia, które zaskakuje brakiem zamknięcia choćby kilku wątków snutych przez całą pierwszą część, przy wyraźnym nakreśleniu motywu przewodniego kontynuacji cyklu. Trudno jednak uznać to za wadę książki – należy po prostu mieć świadomość, że „Dzieci demonów” są w istocie wprowadzeniem w wykreowany przez autora świat, a sama trylogia stanowić będzie zapewne silnie powiązaną fabularnie całość.

Najbiedniejsze zakątki miasta, do których Wędrowców Erin prowadzi śledztwo, są pełne nie tylko brudu, ale i przygnębienia, braku nadziei na lepsze jutro. Towarzyszy im samotność oraz strach głównych bohaterów przed wykryciem. Odarta z romantyzmu miłość od początku skazana na klęskę nie dodaje słodyczy do tego obrazka. Ten niezwykle sugestywny klimat potęguje beznamiętna narracja bezimiennej i stojącej wciąż w cieniu snutej przez siebie opowieści narratorki, która przychodzi spoza świata ludzi i nie czuje się z nim związana. Wciągająca i bardzo oddziałująca na emocje lektura.    

J.M.McDermott, Dzieci demonów
Prószyński i S-ka, 2012, il. stron: 272
Moja ocena: 5/6

18 komentarzy:

  1. Dużo pozytywnych opinii czytałam o tej książce i Ty również zachwalasz. Chyba będę musiała się odważyć i przeczytać:)
    Pozdrawiam!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale dlaczego odważyć? :) Nie zauważyłam zagrożeń związanych z lekturą :)
      Pozdrawiam!

      Usuń
  2. Interesujące, chyba najbardziej obiecująca pozycja spośród NF zatem i mająca największe szanse na zagoszczenie na moich półkach :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem czy najbardziej obiecująca - ja sobie bardzo dużo obiecuję po Muzie ognia - ale na pewno warto po nią sięgnąć :)

      Usuń
  3. Bardzo fajna książka, zgadzam się ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę z takiej zgody :)

      Usuń
  4. Czytałam książkę, i oceniłam ją podobnie. Przypadła mi do gustu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba nie spotkałam się jeszcze z negatywną opinią o tej książce, a to o czymś świadczy :)

      Usuń
  5. Czytałam i wywarła na mnie pozytywne wrażenie ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Teraz tylko pozostaje niecierpliwie wyglądać kontynuacji :)

      Usuń
  6. Bardzo fajna i zachęcająca recenzja! :) Na Dzieci Demonów mam straszną ochotę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) A książkę polecam serdecznie :)

      Usuń
  7. Nie byłam do niej przekonana, ale to już kolejna pozytywna recenzja, więc może warto spróbować. Przeczytam to co już mam z NF i wtedy zadecyduję. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A z ciekawości zapytam co już masz z NF? Bo ta seria jest tak zróżnicowana, że nie wiem, czy słuszne jest opieranie się na wrażeniach z lektury dowolnie wybranych wcześniejszych książek przy podejmowaniu decyzji o losie "Dzieci demonów" :)

      Usuń
    2. Mam "Synów boga", "Wichry archipelagu", "Muzę ognia" i przeczytaną już "Królewską krew", ale nie chodziło mi tu tyle o sugerowanie się ich jakością przed decyzją o zakupie "Dzieci demonów" co po prostu o to, że nie zależy mi na niej bardzo, bardzo, więc może poczekać, aż skończę to, co już mam. :)

      Usuń
    3. "Muza ognia" podobno rewelacyjna - ja czekam na mój egzemplarz, bo zamówiłam sobie z prenumeratą Wydania Specjalnego NF :) "Wichry" mam, ale nie czytałam, a "Synowie boga" bardzo klimatyczni - zwłaszcza w opisach rytuałów religijnych. Choć bohaterowie nie zawsze byli dla mnie wiarygodni.
      I jeśli nie zamierzasz się sugerować wcześniejszymi tytułami, to w sumie koncepcja z czekaniem zła nie jest, zwłaszcza że "Dzieci demonów" to bardziej wprowadzenie do trylogii, niż samodzielna fabularnie jej część :)

      Usuń
  8. Właśnie zaczęłam ją czytać, więc do Twojej recenzji wrócę już po napisaniu mojej. Tym razem to Ty mnie wyprzedziłaś :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasem nawet mi się zdarza wyjść na prowadzenie ;) Po prostu po przeczytaniu kilku fragmentów tak mnie ta książka zaciekawiła, że zignorowałam resztę kolejki :)

      Usuń

Będę wdzięczna za podpisywanie się w komentarzach. Pozwoli mi to na identyfikację stałych gości. Z góry dziękuję. :)

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...