środa, 9 marca 2011

Maja Kossakowska ZASTĘPY ANIELSKIE (cykl)

Ze wstydem muszę przyznać, że cykl „Zastępy anielskie” autorstwa Mai Kossakowskiej to moje pierwsze spotkanie z polską literaturą fantastyczną. Po obejrzeniu serialu „True blood” weszłam w świat urban fantasy autorek anglojęzycznych i trochę w nim zaginęłam na ponad rok. Dlatego jedno z postanowień noworocznych na rok AD 2011 to zapoznanie się z twórczością autorów polskich. Na początek, zachęcona recenzjami blogerów, sięgnęłam po „Siewcę wiatru” Mai Kossakowskiej. I to był świetny wybór, bo chcę więcej.

Przyznam, że zawsze trochę się bałam wykorzystania motywów religii katolickiej, dlatego pierwotnie opis książki zamieszczony na stronie wydawnictwa trochę mnie zniechęcił. Jak to Pan odszedł, a archaniołowie utrzymują jego nieobecność w tajemnicy? Dałam sobie miesiąc na oswojenie się z tą myślą, a potem stwierdziłam - zobaczymy, jak to będzie. I nie żałowałam swojej decyzji ani przez moment.

Dla niewtajemniczonych króciutko dodam, że akcja książek dzieje się po części w Królestwie (upraszczając  - niebo), po części w Głębi (piekło), a po części na Ziemi. Bohaterowie to głównie aniołowie (Skrzydlaci) i demony (Głębianie), choć w cyklu pojawiają się także inne istoty, a nawet - sporadycznie – ludzie. Ale anioły, choć mają skrzydła, nie przypominają słodkich pucołowatych amorków,  demony nie mają rogów, kopyt ani ogona, nie w każdym miejscu w niebie jest pięknie, a w piele nie zaobserwowałam kotłów ze smołą.


Autorka bardzo ładnie uprzedza na początku „Siewcy...”, że powieść ta kończy cykl zapoczątkowany opowiadaniami zebranymi obecnie w książce „Żarna niebios”. Trzeba podkreślić, że wcześniejsza lektura tych opowiadań znacznie ułatwiłaby czytanie „Siewcy..”. Wprowadzają one czytelnika w świat stworzony przez autorkę, przedstawiając bohaterów i opisując wydarzenia w jakiś sposób istotne dla akcji obu późniejszych książek. Ja jednak miałam w posiadaniu tylko „Siewcę wiatru” i „Zbieracza burz” i nie mogłam się doczekać lektury „Siewcy...”, zdecydowałam więc opowiadania zostawić na później. 

Z całego cyklu „Siewcę...” oceniam najwyżej. Sposób prowadzenia fabuły, język, konstrukcja książki (taka ładna klamra!) moim zdaniem są świetne. Nie czytałam wcześniej wspomnianych już opowiadań i dlatego potrzebowałam chwili, żeby połapać się w świecie przedstawionym przez autorkę, poukładać sobie postaci i miejsca, ale potem już poszło. Taka gruba książka, a czytało się błyskawicznie! Żadnych przedłużeń. Nawet sceny bitew, które generalnie w książkach mnie nużą, tu przełknęłam gładko. Podobała mi się narracja, humor, budowanie napięcia, wplecenie delikatnych wątków romantycznych, plastyczność opisywanych postaci i wydarzeń oraz rozmach autorki: takie zróżnicowanie postaci, formacji i miejsc!

Zakończenie książki sugerowało, że autorka nie powiedziała ostatniego słowa w temacie Daimona Freya, czego zresztą się spodziewałam patrząc na stojącą na półce kolejną część jego „przygód” - „Zbieracza burz”.

W tym miejscu nadmienię, że podoba mi się, gdy autor we wcześniejszych częściach cyklu delikatnie przygotowuje czytelnika na to, co pojawi się później. Dlatego z dużą przyjemnością zaraz na początku lektury „Zbieracza...” przypomniałam sobie rozmowę Razjela z Asmodeuszem, którą prowadzili w „Siewcy wiatru”:
„— Czy mogę ci zadać osobiste pytanie?
Demon nie zmieszał się, choć wyglądał na lekko zaskoczonego.
— Dobrze, chociaż nie ręczę, że odpowiem.
Razjel spojrzał mu w oczy.
— Dlaczego do tej pory nie odsunąłeś Lucyfera od władzy? Bez ciebie zginąłby w tydzień.
Asmodeusz uśmiechnął się lekko.
— W trzy dni — powiedział.
Archanioł nie zrozumiał. Na jego twarzy pojawił się pytający wyraz.
— Ja bym mu dał trzy dni — wyjaśnił Zgniły Chłopiec. — Potem poleciałby na pysk. Jest romantykiem, porywczym nadwrażliwcem i niezłym żołnierzem, ale masz rację, polityk z niego żaden. A ty, czemu służysz interesom Gabriela?
Razjel potarł palcem podbródek.
— Służę interesom Królestwa. Jestem lojalny wobec Gabriela, bo darzę go szacunkiem, przyjaźnią i pewnym podziwem. Uznaję jego wyższość, Asmodeuszu. Nie ma nikogo, kto lepiej podołałby obowiązkom regenta. Sam to przyznałeś.
— Wciąż przyznaję. A gdyby stracił umiejętności, gdyby zaczął popełniać fatalne błędy i działać na szkodę Królestwa? Co wtedy? Starałbyś się go usunąć?
Pan Tajemnic, głęboko zamyślony, wpatrywał się w płótno Asmodeusza.
— Nie wiem — rzekł wreszcie. — Zadajesz ciężkie pytania. Prawdopodobnie tak, choć mam nadzieję, że nigdy nie dojdzie do takiej sytuacji.
— Nawet gdybyś musiał go zabić?
Razjel potrząsnął głową.
- Nie odpowiem ci. Nie mam pojęcia, jak bym postąpił, Asmodeuszu.”

Nie wiem, czy to tylko moje odczucie, bo nie czytałam żadnych recenzji „Zbieracza...”, ale dla mnie autorka, hołdując zasadzie „tyle wiemy o sobie, ile nas sprawdzono”, sprawdza w tej książce Razjela, pozwala znaleźć mu odpowiedź na pytanie Asmodeusza.

Niestety sam „Zbieracz burz” nie oczarował mnie tak, jak "Siewca...”. Książki w cyklach raz są lepsze, raz słabsze, jednak rzadko jest tak, że każda kolejna jest coraz gorsza, dlatego nigdy nie zakładam, że tak będzie. Ale „Zbieracz...” był słabszy. Przede wszystkim – i to bardzo wpływa na moją ocenę - moim zdaniem był przegadany. Męczyło mnie czytanie przy każdej kolejnej scenie przemyśleń i rozterek egzystencjalnych bohaterów. To niemożliwe, żeby nagle wszyscy zaczęli mieć tyle wątpliwości, nawet jeśli moc Pana opuszcza świat coraz bardziej. Dodam na marginesie, że takiego stylu narracji nie było ani w „Żarnach niebios”, ani w „Siewcy wiatru". Dziwiły mnie także niektóre zachowania bohaterów, ale to prawo autorki kreować postacie wedle swojej woli. W końcu to ona zna bohaterów najlepiej, bo powstali w jej głowie.

Nie będę pisać o samej fabule, bo każdy ma prawo wejść w świat książki na swój własny sposób, bez uprzedzeń i oczekiwań.
 
Pomimo słabszego poziomu „Zbieracza...” na pewno sięgnę po inne pozycje tej autorki. Jestem na dobrej drodze do zdobycia cyklu „Upiór Południa", który - wedle informacji na stronie wydawnictwa - autorka określa mianem najważniejszych i najpełniejszych opowieści jakie kiedykolwiek napisała. Już nie mogę się doczekać lektury.

Oczyścicie wszystkie książki z cyklu „Zastępy anielskie” polecam gorąco, choć nieoryginalnie dodam, że najgoręcej zachęcam do lektury „Siewcy wiatru”.

Żarna niebios, Maja Kossakowska, Wydawnictwo Fabryka Słów, 2008
Siewca wiatru, Maja Kossakowska, Wydawnictwo Fabryka Słów, 2007
Zbieracz burz t. 1 i 2, Maja Kossakowska, Wydawnictwo Fabryka Słów, 2010

8 komentarzy:

  1. Siewca niestety mnie nie oczarował bardzo powiem więcej poczucłam lekkie rozczarowanie kończąc książkę.. Za to z całego serca polecam męża Pani Kossakowskiej - fantastycznego Grzędowicza i jego Vuko Drakkainena

    OdpowiedzUsuń
  2. Jak już wspomniałam, to mój Rok Polskiej Fantastyki, więc wszystko przede mną:) Dla pewności sprawdziłam - Pan Lodowego Ogrodu jest już na liście i bardzo jestem go ciekawa. Ale muszę się trzymać planu, a w nim jest teraz Sapkowski i Wiedźmin (3 części już czekają na półce). Skoro jednak tak zachwalasz Grzędowicza, intensyfikuję poszukiwania, żeby po Wiedźminie poznać Vuko Drakkainena:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Anielski świat według pani Kossakowskiej nie przypadł mi do gustu. Sama pisałam o "Zbieraczu burz" jakieś kilka miesięcy temu. Z polską fantastyką znam się od lat, więc może dlatego mam większe porównanie i wiem, że sitnieja lepsze książki w tym gatunku ;)

    Pozdrawiam :) i życzę dalszych czytelniczych odkryć w naszej polskiej fantastyce :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Poczytam, zobaczę, może na koniec roku zrobię jakieś podsumowanie, moje The Best of The Greatest Hits? :)
    Z tego cyklu do dalszej rozgrywki przechodzi "Siewca wiatru", a co będzie dalej, to się okaże.
    W każdym razie zapraszam do śledzenia moich fantastycznych podróży;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Dziękuję bardzo, po takim wstępie do polskiej fantastyki to ja bym się zupełnie zniechęcił. Nie rozumiem tego całego zachwytu "Siewcą..." i Kossakowską, ale fajnie, że u Ciebie na dwie osoby komentujące obu niezbyt przypadł do gustu.

    Dla mnie "Siewca..." był drętwy, mało plastyczny świat, wątek miłosny to już totalna tragedia, a sami główni bohaterowie strasznie irytowali swoich zachowaniem. Końcowa bitwa zaś, byłą dla mnie kompletną klapą. Niestety na półce czekają jeszcze dwa tomy "Zbieracza...", ale ostatnio dbam o to by mieć szeroki wybór kolejnej lektury więc jeszcze długo poczekają. :)

    Zapraszam Viv do skomentowania mojej recenzji "Siewcy..." ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Harashiken
    :) Ale przecież znasz moją drogę do fantastyki w ogóle - bardzo okrężna jest. I nic już nie powinno Cię dziwić w tym temacie :)

    Wątek miłosny był drętwy, ale sama fabuła i styl autorki podobały mi się bardzo. Ja mało batalistyczna jestem, więc bitwy nie oceniam, ale słyszałam już od osobistego konsultanta, że nie było dobrze :) Jeśli Siewca Ci nie podszedł, Zbieracz ogromnie Cię zmęczy, bo jest słabszy. I fabuła bardziej wydumana, i przez nagromadzenie tych przemyśleń i wahań bohaterów gorzej się książkę czyta.
    Nie komentowałam? :) Chyba ją czytałam, ale nie pamiętam, czy miałam coś do powiedzenia. Zaraz zajrzę :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Jasne wiem, ja widziałem już więcej więc mam bardziej wygórowane gusta, a Ciebie jako niedoświadczoną w fantastyce mogło to zachwycić. Tyle, że wiele osób chwali "Siewce..." ;)

    Znam kilka osób, którym właśnie "Siewca..." nie podszedł a "Zbieracz..." owszem. Zapewne jednak mnie zmęczy bo nie podoba mi się anielskie uniwersum dlatego też odkładam i odkładam.

    No właśnie wydaje mi się, że nie.

    OdpowiedzUsuń
  8. A ja miałam odwrotnie. Męczyły mnie wizgi skrzydeł w "Siewcy", a "Zbieracz" t.1 wyjątkowo przypadł mi do gustu, mimo że stanowił taki tom wyciszający, jak mniemam. Więcej właśnie gadania, taktyki, intryg i planów niż rzeczywistej akcji. Ja osobiście nie patrzę na sceny walki pod kątem ich realności, a plastyczności i ta plastyczność w "Siewcy" była bardzo dla mnie męcząca. Wątek miłosny tragiczny, macie racje. Już lepiej, żeby żadnych sytuacji ala miłosnych nie było. To całe zainteresowanie Freya Hiją było dla mnie nieuzasadnione, a w "Zbieraczu"... żałosna była scena z tą bohaterką. A miał tam w pierwszej cześci taką fajną Zoe. ;)
    W każdym razie czeka mnie jeszcze jeden to, więc skoro z pierwszego Zbieracza byłam zadowolona, to może drugi też wypadnie dobrze. ;)

    OdpowiedzUsuń

Będę wdzięczna za podpisywanie się w komentarzach. Pozwoli mi to na identyfikację stałych gości. Z góry dziękuję. :)

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...