piątek, 22 lutego 2013

Dan Simmons DROOD

Tajemnica Edwina Drooda – ostatnia powieść Charlesa Dickensa, niedokończona z uwagi na śmierć autora - do dziś wywołuje spekulacje: jak pisarz planował poprowadzić opowiadaną historię i ujawnić niewątpliwego sprawcę? Kim był zagadkowy Hatchery i co się stało z Edwinem Droodem – czy naprawdę zginął? Choć odpowiedzi na te pytania sławny pisarz zabrał ze sobą do grobu, historia przerwanej opowieści Dickensa nadal pobudza wyobraźnię. A ta, w połączeniu z talentem, może pięknie zaowocować, czego dowodem jest Drood Dana Simmonsa.

Opowiedziana w książce historia ostatnich pięciu lat życia Dickensa rozpoczyna się wypadkiem kolejowym, który miał miejsce 9 czerwca 1865 roku pod Staplehurst. Podróżujący wraz z sekretną kochanką i jej matką pisarz wprawdzie nie odniósł większych obrażeń fizycznych, jednak wydarzenie to odcisnęło silne piętno na jego psychice: na dwa tygodnie stracił głos i już zawsze panicznie bał się podróżowania pociągiem. Faktem jest, że gdy tylko wydostał się z wagonu (ratując przy tym rękopis Naszego wspólnego przyjaciela, nad którym wówczas pracował), zaczął udzielać pomocy ofiarom wypadku, z których wiele umarło mu na rękach. Simmons wzbogacił opis tego wydarzenia o tajemniczą postać, którą pisarz miał poznać przy okazji ratowania współpasażerów – mężczyznę o niezwykłej fizjonomii, który przedstawił się jako Drood. Zaintrygowany dziwnym towarzyszem Dickens postanawia go odszukać, a ślad pozostawiony celowo przez Drooda wiedzie pisarza w sam środek londyńskich slumsów i w podziemia miasta. Wkrótce po rozpoczęciu poszukiwań okazuje się, że tajemnicza postać ma arcywroga w osobie byłego londyńskiego komisarza policji. Kolejne strony powieści mnożą zagadki i oblicza niepokojącego Drooda, który raz zdaje się być zjawą, innym razem seryjnym mordercą, by naraz stać się kapłanem egipskiego kultu.



Choć osią powieści są poszukiwania tajemniczej postaci, jej siłą jest narrator, którym Simmons uczynił Williama Wilkiego Collinsa – pisarza, przyjaciela, członka rodziny (brat Collinsa był mężem córki Dickensa), współpracownika, a jednocześnie konkurenta Dickensa, zazdrosnego o jego sukces i popularność. Trochę bez własnej woli wplątany w tę niezwykłą historię stara się on przedstawić swojemu przyszłemu czytelnikowi, do którego bezpośrednio kieruje opowieść, zmiany, jakie po wypadku zaszły w Panu Niezrównanym (jak z przekąsem określa Dickensa). Relacje z kolejnych etapów poszukiwań, wędrówek po najbrudniejszych i najbiedniejszych zaułkach Londynu Wilkie przetyka dość obszernymi opisami bieżących i przeszłych wydarzeń z życia obu literatów. Odmalowane w ten sposób realia, w jakich przyszło żyć XIX-wiecznym londyńskim twórcom, ich pragnienia i lęki są przy tym nie mniej zajmujące niż odkrywanie zagadki Drooda. Narrator dzieli się z czytelnikiem m.in. refleksjami na temat okoliczności powstania i późniejszych losów dzieł swoich (to autor m.in. Kobiety w bieli i Kamienia księżycowego) i Dickensa, przybliżając fascynację przyjaciela hipnozą i jego doświadczenia na tym polu. Opisuje również nowatorski sposób, w jaki Dickens decyduje się dotrzeć do swoich odbiorców poprzez przygotowane niczym teatralne przedstawienia odczyty swoich powieści. Uchyla także rąbka tajemnicy, dotyczącej życia prywatnego, zarówno swojego, jak i sławnego przyjaciela, w tym życia uczuciowego, a obraz Dickensa, jaki wyłania się z tych opowieści, to zlepek faktów i frustracji narratora.

Przywoływane przez Wilkiego wspomnienia to także obraz wpływu, jakie na życie człowieka wywierają spore dawki opium. Z racji postępującej podagry uzależniony od coraz silniejszych dawek laudanum – w sposób może niewidoczny dla siebie, ale bardzo wyraźny dla czytelnika – z łagodnego człowieka przeobraża się niemal w potwora o wypaczonej moralności. Ten motyw coraz silniejszego popadania w nałóg, w połączeniu z pewną formą zaburzeń psychicznych, zmusza przy tym odbiorcę do znalezienia własnej drogi uwiarygadniania jego opowieści, do ciągłego szukania odpowiedzi na pytanie, na ile narrator opowiada o wydarzeniach prawdziwych, a na ile czyny przypisywane uczestnikom całej tej historii, przebieg zdarzeń i ich skutki są tylko efektem jego urojeń.

Niespieszne tempo akcji, przeplatanie tego, co teraźniejsze, z tym, co przeszłe, wydarzeń ważnych z błahymi, opisów rzeczy strasznych z obrazkami z nudnej codzienności, w połączeniu z lekko ironicznym stylem narracji i bardzo wiarygodną kreacją bohaterów sprawiają, że bardzo łatwo uwierzyć w prawdziwość relacji, zapomnieć, że to tylko fikcja oparta na biografii obu pisarzy. Poczucia realności nie zakłóca nawet osobliwa postać Drooda – sposób bowiem, w jaki Simmons ustami Collinsa wprowadza czytelnika do świata londyńskich slumsów i katakumb, całkowicie zawiesza niewiarę. Dodać przy tym należy, że cała ta historia, balansująca na cienkiej linii między tym, co realne i nierealne, kończy się finałem, który mocno zaskakuje, pozwalając odbiorcy na nowo odczytać całość powieści.

Snuta przez Wilkiego Collinsa-Simmonsa opowieść o ostatnich latach życia Dickensa z jednej strony wprowadza czytelnika w świat londyńskich literatów, z drugiej – pokazuje inne, mroczniejsze oblicze tego miasta, z biedą, brudem i opiumowymi palarniami. Sprawnie napisana, świetnie skomponowana historia, łącząca w sobie grozę, elementy kryminału i literaturę obyczajową, nie wyjawi nam wprawdzie tajemnicy Edwina Drooda, ale z całą pewnością stanowić będzie niezwykle satysfakcjonującą lekturę dla wszystkich tych, którzy po prostu cenią dobre książki – nawet jeśli na co dzień stronią od fantastyki (bo tej w zasadzie tu brak).
Dan Simmons, Drood
MAG, 2012, il. stron: 832
Moja ocena: 6/6
Recenzja ukazała się także w Gildii
Książka przeczytana w ramach wyzwania Trójka e-pik

25 komentarzy:

  1. Nie wiem czemu, ale jakoś cieszę się, że się podobało ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja chyba wiem czemu :) Jak człowiek się w jakiejś książce zakocha i zakomunikuje to wyraźnie światu, trochę wbrew logice zaczyna się czuć współodpowiedzialny za to, jak innym książka się spodoba :) Przynajmniej ja tak miewam ;)

      Usuń
  2. Ja mam nieustające wyrzuty sumienia, że tej książki jeszcze nie nabyłam, bo bardzo mnie interesuje. Collinsa w ogóle darzę sentymentem, choć do popularności Dickensa mu daleko, a "Księżycowy kamień" był moim odrywaczem od sesji egzaminacyjnej na drugim chyba roku studiów, gdy kolokwia goniły egzaminy, a prace zaliczeniowe też się jakoś same nie chciały napisać...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ależ zamiast sobie wyrzucać po cichu, zacznij głośno ubolewać w domu - może ktoś akurat się zastanawia, co by Cię uszczęśliwiło na Dzień Kobiet? ;)
      Po lekturze "Drooda" mam ochotę poznać coś, co naprawie wyszło spod pióra Collinsa. Wypatrzyłam już u siostry na półce "Kobietę w bieli", ale tak po prawdzie wolałabym chyba przeczytać "Księżycowy kamień" - a tego nie posiada. Btw jeśli nie czujesz się dostatecznie zmotywowana, żeby zdobyć "Drooda" to nadmienię, że Simmons opisał tutaj, jak ta książka się rodzi najpierw w głowie Wilkiego, a potem na papierze :)

      Usuń
    2. Ha! czuję się tym bardziej zmotywowana! Niestety nie zaoferuję pożyczki "Księżycowego kamienia" bo nie posiadam swojego egzemplarza :( Może on i jak na współczesne gusta czytelniczy trochę mało prawdopodobny, ale mnie się bardzo podobała - fajny wgląd w życie 19-stowiecznej arystokracji, trochę humoru - czytało się bardzo dobrze. "Kobieta w bieli" podobała mi się mniej.

      Usuń
    3. Kiedyś sobie gdzieś ten "Kamień" znajdę, choć kupować tego starego wydania nie chcę - może ktoś to wznowi? Mogę poczekać - mam dużo książek, które osłodzą mi czas oczekiwania ;)

      Usuń
  3. Zdecydowanie rewelacyjna powieść. Pamiętam, że czytałam ją dość długo i tak powoli sobie wdychałam ten nastrój. Cudo. No i mam straszną ochotę na "Terror" Simmonsa, który się w "Droodzie" pewnym echem odbija, ale że to też spora cegła, to pewnie nieprędko sięgnę.

    Swoją drogą, ubolewam nad tym, że ostatnimi czasy nikt nie postanowił sensownie wydać dzieł zebranych Dickensa i Collinsa, bo bym chętnie przygarnęła i przyswoiła. A tu w większości przypadków tylko jakieś niedobitki sprzed 30-40 lat, szczególnie w przypadku Collinsa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdecydowanie :) Początkowo trudno mi było wejść w styl narracji, ale jak już zaskoczyłam, książkę się po prostu pochłaniało :) "Terror" czeka na mnie w Warszawie, ale chyba już niedługo będę go miała w domu. Choć pewnie z lekturą zaczekam na cieplejsze miesiące, jak czasu przybędzie.
      Faktycznie szkoda. Dickensa jeszcze można znaleźć w nowszych wydaniach - choć nie kojarzę jakiejś kompletnej serii. Raczej różne wydawnictwa wydały kilka książek w ramach własnych serii wydawniczych. Ale Collins chyba nie ma nowych wydań - przynajmniej ja kojarzę tylko te stareńkie. Może "Drood" to zmieni, bo przypomni ludziom o tym autorze? Wiem, wiem - niepoprawna optymistka ze mnie ;)
      Btw wiesz, że w kwietniu Rebis wydaje Pratchetta inspirowanego Dickensem? :)

      Usuń
    2. Nie wiedziałam! Zrobiłam od razu szybki research - i chcę to przeczytać! W dodatku prócz Dickensa pojawia się kilka innych, fascynujących postaci XIX-wiecznego Londynu, m.in. Sweeney Todd! :D Tak więc dzięki za info, będę polować. :)

      Usuń
    3. Plusy zabawy w newsowanie w Gildii - w końcu jestem na bieżąco z tym, co jest i co ma być ;)

      Usuń
  4. To zdecydowanie książka do przeczytania. Księga, powinnam powiedzieć, bo rozmiary to ona ma :D. Dobrze wiedzieć, że taka wspaniała. Co do Dickensa, to ja strasznie chcę przeczytać przed wyjściem filmu "Wielkie nadzieje". Czy wyobrażacie sobie, że nigdzie ich nie ma? Jakieś horrendalne ceny tylko 50-70zł, a książka zwyczajna, wydana ileś lat temu. żeby to nie było wznowione... Może po filmie dopiero będzie, jak taka "Anna Kerinina" :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie muszę sobie tego wyobrażać, bo to wiem - od jakiegoś czasu szukam bezskutecznie wydania z Prószyńskiego (z filmową okładką) za jakąś normalną cenę :(

      Usuń
  5. Marzy mi się posiadanie tej książki na własność :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To trzymam kciuki, żeby marzenie udało się zrealizować :)

      Usuń
  6. Świetna książka, ale cały czas nie mogę się zebrać na spisanie recenzji... co mnie trochę martwi, bo niedługo pewnie przestanę kojarzyć co chciałem napisać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znam ten problem. Do recenzji "Nocnych wędrowców" zbieram się od kilku miesięcy z podobnym rezultatem. Ale o Twoich wrażeniach z "Drooda", choć wiem, że bardzo pozytywne, chciałabym poczytać, więc zamiast się martwić, że zapomnisz, po prostu usiądź i to napisz ;)

      Usuń
  7. Raz już się od Simmonsa odbiłam (nie przebrnęłam przez 'Wydrążonego człowieka'), ale chodzi za mną ten 'Drood' i nie może się odczepić, więc pewnie będę dążyć do tego, by wpadł mi w łapki ;o) Tak czy inaczej wypada najpierw przeczytać 'Tajemnicę Edwina Drooda', bo bez tego, jak mniemam, sporo się traci.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To moje pierwsze spotkanie z Simmonsem, ale podobno w "Droodzie" jest zupełnie inny niż w poprzednich książkach (choć więcej na ten temat mógłby powiedzieć Shadow - może coś doda). No i zdecydowanie warto przynajmniej spróbować - dla tego światka literatów, jaki w "Droodzie" jest przedstawiony i mroczniejszej części Londynu. Ale moim zdaniem dobrze przed "Droodem" przeczytać "Tajemnicę" - widać, jak Simmons ładnie wykorzystał postacie i motywy z tej powieści. Choć przykład Dady wskazuje, że i bez "Tajemnicy" Drood może wzbudzać zachwyty :)

      Usuń
    2. Brzmi to wszystko bardzo zachęcająco. Szczególnie, że realia, atmosfera i tematyka skrajnie inne, niż w 'Wydrążonym człowieku', toteż pewnie w ogóle nie ma co obu książek porównywać. I skreślać tak uznanego w fantastycznym światku autora po jednej mini-powieści, która mi nie podeszła.

      Usuń
    3. I to jest słuszne podejście :) Ja w bliżej nieokreślonym terminie mam zamiar sprawdzić, na ile Simmons jest zmienny w swojej twórczości. Materiał porównawczy mam, bo posiadam i "Wydrążonego człowieka. Muzę ognia", i "Hyperiona", i - w drodze, ale zaraz dotrze - "Terror". Chęci też nie brakuje. Tradycyjnie wszystko rozbija się o czas i siły.

      Usuń
  8. O, o 'Terrorze' też dużo dobrego słyszałam i jest na liście moich czytelniczych planów na przyszłość :o)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W "Droodzie" na samym początku Simmons odwołuje się do historii opisanej w "Terrorze". Dodatkowo mnie to zainteresowało książką :)

      Usuń
  9. According to the Mayo Clinic, 'hemorrhoids, also called piles, are swollen and inflamed veins in your anus and lower rectum. In this treatment the patient is injected with saline solutions or chemicals that facilitate the shriveling of hemorrhoids. Your preference counts, and choosing easy, home remedies is often more preferable.

    my website ... treatment for internal hemorrhoids while pregnant

    OdpowiedzUsuń

Będę wdzięczna za podpisywanie się w komentarzach. Pozwoli mi to na identyfikację stałych gości. Z góry dziękuję. :)

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...